Jestem zwierzę stadne!
Najlepiej mi wśród ludzi!
A jeszcze jak idzie to w parze z twórczością to już całkiem radość mnie ogarnia!
Miałam takie cudowne spotkanie twórcze w sobotę!
W zasadzie to już po raz 3!
Tym razem robiłyśmy pudełka i karteczki!
Starsze dziewczynki robiły( w południe) pudełka a młodsze (po południu) karteczki!
Było jak zwykle wesoło, pięknie i słodko!
Słodko bo za sprawą mojego serniczka!
Oryginalny przepis jest tu
Ja zrobiłam swój troszkę inaczej z powodu braku pewnych produktów. Ponieważ tak bardzo Wam smakował to z przyjemnością podzielę się swoją wersją! Pamiętajcie mało pracy, bez nadmiernych pieszczot a efekt bajeczny!
Mój serniczek dyniowy.
opakowanie ciasteczek zbożowych (typu belvita) cały kartonik czyli 300g
ja użyłam czekoladowo-orzechowych
100g masła roztopionego
zmiksować, zblendować jak zwał! Taki sypki mokry piasek ma powstać. Wyłożyć tortownicę na dnie i troszkę na brzegach.
Masa serowa
1kg. sera sernikowego czyli wiaderko (ja kupiłam wszystko w Lidlu bo miałam po drodze)
5 jaj L
mleko zagęszczone(takie do kawy) 1 szklanka
4 duże łyżki cukru, który mam w słoiku razem z prawdziwą wanilią, możecie użyć cukier zwykły i dodać wanilii albo dorzucić torebkę cukru waniliowego lub ja to się zwie! Wiecie o co chodzi!?
2 czubate łyżki skrobi u mnie to pół na pół kukurydziana i ziemniaczana, bo miałam mało tej drugiej! Myślę, że świetnie zastąpicie to budyniem!
1 szklanka puree z dyni ( czyli upiec w piekarniku i zblendować!)
Ja jeszcze dolałam syropu karmelowego! Tak ze 4 łyżki! Syrop kupiłam do kawy! Myślę, że nie musiałabym kombinować ze wszystkimi słodkimi produktami gdybym jak w oryginale dodała mleko słodzone skondensowane ale cóż w Lidlu nie mieli! Hehe! A czasu nie było na poszukiwania. Jak nie macie syropu do dodajcie ze dwie łyżki cukru więcej i też będzie spoko!
Zatem wszystkie produkty bez zbędnych ceregieli wrzuciłam do jednej michy! Wymieszałam krótko tylko do połączenia składników! Liznęłam, żeby upewnić się co do słodkości! I była git!
Wylałam to do tortownicy!
Wrzuciłam do piekarnika (nagrzanego do 170 stopni) i piekłam 40 minut potem zmniejszyłam do 150 stopni i piekłam prawie 2 godziny. Piekłam bez termoobiegu! I mam wrażenie, że mój piekarnik ma zaniżoną temperaturę o 10 stopni więc zaglądajcie do piecyka! Ale przez szybkę! Bo serniczek nie lubi jak mu co chwilę przeszkadzamy! Jeśli za bardzo się zacznie rumienić to przykryjcie papierem do pieczenia albo folią. I tu niestety musicie zakłócić mu spokój! Na wierzch dałam czekoladę białą...pofarbowaną i nie powiem jak ją zrobiłam...pośpiech nie jest w tej kwestii wskazany hi hi!
Wyszło bardzo chaotycznie co?
No to zróbcie z oryginalnego przepisu!
Wsio!
I znów wpis kulinarny hihi!
A wszystkich ciekawych fotorelacji z zajęć warsztatowych zapraszam do mnie na fb! Na moim profilu Agnieszka Melnik.
Paaa!
aga
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 23 października 2016
niedziela, 16 października 2016
Marynata na poprawę nastroju!
Znalazłam stary przepis...
Nie, nie mojej Babci.
Ale coś, gdzieś, kiedyś...
W poszukiwaniu smaków zapomnianych. Potem stwierdziłam, że to tak efektownie wygląda, idealnie nadaje się na prezent, aż żal zeżreć!
No i słoiczków było niewiele a pracy sporo!
Więc dam to Komuś wyjątkowemu!
I będę czekać co Ktoś powie?!
I dziś Alinka napisała, że to jest to czego potrzebowała!
Poleciałam otworzyć z ciekawości jeden słoik i...w pierwszym kęsie byłam rozczarowana nadmierną słodyczą(rok diety robi swoje)...ale spróbowałam później do herbatki....hmmm! Marzenie! Rarytas na jesienną mokrą aurę!
No i ten kolor! Słońce w słoiku!
Zatem!
Marynowana gruszka z dynią
1,5 kg twardych gruszek
1,5 kg dyni
1 kg cukru
3 szkl. octu winnego(mocnego)
5-8 goździków
pół łyżeczki mielonego imbiru
1 spora cytryna
ocet zagotować z dwiema szklankami wody, imbirem, skórką z cytryny, goździkami i cukrem. Gruszki obrać, usunąć gniazda, skropić cytryną i wrzucić do marynaty. Gotować 15 min. na wolnym ogniu. Dynię obrać, pokroić i dodać do gruszek. Gotować jeszcze 10 do 15min. Przełożyć do słoików i zakręcić wyparzonymi zakrętkami.
Wszystko!
Miód dla duszy!
P.S. Trochę kulinarnie się zrobiło na blogu! hihi!
aga
Nie, nie mojej Babci.
Ale coś, gdzieś, kiedyś...
W poszukiwaniu smaków zapomnianych. Potem stwierdziłam, że to tak efektownie wygląda, idealnie nadaje się na prezent, aż żal zeżreć!
No i słoiczków było niewiele a pracy sporo!
Więc dam to Komuś wyjątkowemu!
I będę czekać co Ktoś powie?!
I dziś Alinka napisała, że to jest to czego potrzebowała!
Poleciałam otworzyć z ciekawości jeden słoik i...w pierwszym kęsie byłam rozczarowana nadmierną słodyczą(rok diety robi swoje)...ale spróbowałam później do herbatki....hmmm! Marzenie! Rarytas na jesienną mokrą aurę!
No i ten kolor! Słońce w słoiku!
Zatem!
Marynowana gruszka z dynią
1,5 kg twardych gruszek
1,5 kg dyni
1 kg cukru
3 szkl. octu winnego(mocnego)
5-8 goździków
pół łyżeczki mielonego imbiru
1 spora cytryna
ocet zagotować z dwiema szklankami wody, imbirem, skórką z cytryny, goździkami i cukrem. Gruszki obrać, usunąć gniazda, skropić cytryną i wrzucić do marynaty. Gotować 15 min. na wolnym ogniu. Dynię obrać, pokroić i dodać do gruszek. Gotować jeszcze 10 do 15min. Przełożyć do słoików i zakręcić wyparzonymi zakrętkami.
Wszystko!
Miód dla duszy!
P.S. Trochę kulinarnie się zrobiło na blogu! hihi!
aga
wtorek, 11 października 2016
Jesień Panie...ten tego ten..
I nieopatrznie weszłam w stan jesienny!
Wiem, wiem przecież!
Wszyscy tak mamy!
Żyjemy w biegu...
Pomyślałam nawet, żeby zamknąć bloga...ale jakoś było mi trochę żal?!
Postanowiłam dać sobie czas. Zawsze jest miło wracać do wspomnień. A blog to przecież nic innego jak zapis moich myśli, galeria moich tworów, nadzieje na lepsze jutro, walka ze słabościami, chorobą, dorastaniem dzieci....i tysiącem innych rzeczy!
Dlatego będę tu wpadać od czasu do czasu!
A gdyby mnie znów dłużej nie było to znaczy, że na fejsie się zasiedziałam hi hi!
Tam mnie szukajcie!
Zatem...
Jesień!
Z największą radością pożarłam figi ze zdjęcia!
Rooook!
Cały rok na nie czekałam!
Dokładnie we wrześniu tamtego roku rozpoczęłam walkę z nadwagą i nie dane mi były takie delikatesy! Tak samo jak ciasto wg. przepisu poniżej, wykluczone było całkowicie.
Powiedziałam w sobotę na babskim spotkaniu, że podzielę się przepisem na ciasto, które upiekłam specjalnie na ten dzień, więc słowa dotrzymuję!
Ciasto jest przepyszne, proste i szybkie!
Ciasto dyniowe
2 szklanki startej dyni lub cukinii(ta musi być odciśnięta przed dodaniem do ciasta)
3 jaja
1 i 1/3 szklanka cukru
2 i 3/4 szklanki mąki
1 szklanka oleju
3 łyżki kakao
1 łyżka cynamonu
1 łyżka przyprawy korzennej
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Wymieszać jaja z cukrem i olejem np.widelcem. Osobno wymieszać suche składniki. Połączyć suche z mokrym i z dynią. Wymieszać widelcem, łyżką, czy czym tam sobie chcecie( fajnie, że nie trzeba do tego ciasta wyciągać miksera bo i mycia mniej). No i na blachę! Pieczemy około 50 min. w 180 stopni. Pyyychota!
Polecam!
Aha!
Ściskam Ewunię! Nie poddawaj się Kochana! Do następnego dodaj dynię albo cukinię hi hi! Na stówę będzie lepsze!
aga
Wiem, wiem przecież!
Wszyscy tak mamy!
Żyjemy w biegu...
Pomyślałam nawet, żeby zamknąć bloga...ale jakoś było mi trochę żal?!
Postanowiłam dać sobie czas. Zawsze jest miło wracać do wspomnień. A blog to przecież nic innego jak zapis moich myśli, galeria moich tworów, nadzieje na lepsze jutro, walka ze słabościami, chorobą, dorastaniem dzieci....i tysiącem innych rzeczy!
Dlatego będę tu wpadać od czasu do czasu!
A gdyby mnie znów dłużej nie było to znaczy, że na fejsie się zasiedziałam hi hi!
Tam mnie szukajcie!
Zatem...
Jesień!
Z największą radością pożarłam figi ze zdjęcia!
Rooook!
Cały rok na nie czekałam!
Dokładnie we wrześniu tamtego roku rozpoczęłam walkę z nadwagą i nie dane mi były takie delikatesy! Tak samo jak ciasto wg. przepisu poniżej, wykluczone było całkowicie.
Powiedziałam w sobotę na babskim spotkaniu, że podzielę się przepisem na ciasto, które upiekłam specjalnie na ten dzień, więc słowa dotrzymuję!
Ciasto jest przepyszne, proste i szybkie!
Ciasto dyniowe
2 szklanki startej dyni lub cukinii(ta musi być odciśnięta przed dodaniem do ciasta)
3 jaja
1 i 1/3 szklanka cukru
2 i 3/4 szklanki mąki
1 szklanka oleju
3 łyżki kakao
1 łyżka cynamonu
1 łyżka przyprawy korzennej
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Wymieszać jaja z cukrem i olejem np.widelcem. Osobno wymieszać suche składniki. Połączyć suche z mokrym i z dynią. Wymieszać widelcem, łyżką, czy czym tam sobie chcecie( fajnie, że nie trzeba do tego ciasta wyciągać miksera bo i mycia mniej). No i na blachę! Pieczemy około 50 min. w 180 stopni. Pyyychota!
Polecam!
Aha!
Ściskam Ewunię! Nie poddawaj się Kochana! Do następnego dodaj dynię albo cukinię hi hi! Na stówę będzie lepsze!
aga
piątek, 6 maja 2016
Makaroniki
Euforia z udanego wypieku jest większa niż sam smak!
Udało się!
Okazało się łatwe i pyszne!
I po co szukałam przepisów w sieci skoro miałam ideał pod ręką?
To moje drugie podejście...
Co najważniejsze w moim przypadku?
Forma, blacha, podkładka!
Jak zwał tak zwał!
Moja zakupiona w Lidlu jakiś rok temu za grosze.
Warto było, ponieważ pierwsza próba rozłała się na papierze do pieczenia za nic mając na uwadze pieczołowicie wyrysowane kółka!
Białka miałam na oko cztery duże...albo 6 malutkich. Takich jeszcze mniejszych od esek. Wsiowe kurki miniaturki.
Przepis wg. Nigelli!
Mojej Guru w dziedzinie szybko, smacznie i bez pitolenia.
Podstawowo przepis był na makaroniki czekoladowe...
Ciasteczka
250g cukru pudru (ja dodałam cukier puder brazowy z tapioką)
125g mielonych migdałów
25g kakao w proszku( pominęłam bez sentymentu ale piszę bo tak jest w oryginale)
białko 4 dużych jajek
25g drobnego cukru
Cukier puder, migdały i kakao przesiać i wymieszać razem.
Białka ubić.
Pod koniec ubijania dodać 25g cukru i ubić na sztywno.
Stopniowo wymieszaj z suchymi składnikami(ja sie raczej nie bawiłam, zrobiłam to w dwóch krokach)
Przełóż do rękawa cukierniczego i wyciskaj kółeczka na formę. Hmmm raczej takie nieduże kleksy bo masa ma tendencję do rozpływania się na boki. Więc na środku kółka ciach! Kleksik! I następne!
Po zapełnieniu kółek zostawiamy je w spokoju na jakieś minimum 15 minut, żeby z lekka obeschły....zadziwiające, człowiek jak leży to nie obsycha tylko pokrywa się tłuszczem...no nic i tak nie mam czasu na leżenie więc nie martwi mnie to zbytnio, ot taka sobie konkluzja blondynki hehe!
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik na 180 stopni, po czym z nabożną czcią wrzucamy do piekarnika na jakieś 12-15 minut. Piekarnik oczywiście bez teromobiegu co by się nie zrumieniły...bardziej wyschły na wierzchu.
Moje są w kolorze oczywistym, dlatego nie dodałam kakao ale za niedługo spróbuję tych kakaowych!
Krem
Robiłam całkowicie spontanicznie!
Śmietanka 36%, biała roztopiona czekolada! Ubiałam śmietankę i dodałam płynną czekoladę. Moja wizja taka o!
U Nigelli w przepisie jest tak:
90ml. śmietanki kremówki (podobno ok. 6 łyżek)
150g czekolady posiekanej
45g masła
Czekoladę rozpuścić ze śmietanką i masłem w kapieli wodnej. Gdy krem ostygnie sklejac nim po dwa ciasteczka.
Ot i cała sztuka!
Łatwizna!
Słowo!
Zatem działajcie kochani!
Pięknego weekendu!
aga
P.S Forma silikonowa mieści jakąś połowę porcji. Pamiętajcie! Kupicie od razu dwie albo róbcie z połowy masy.
Zanim zdejmiecie ciasteczka z formy, musża one całkowicie wyschnąć. Ja upiekłam i poszłam do pracy. Zdjęłam po powrocie. Próby wcześniejsze powodowały zniszczenie ciasteczek.
I jeszcze relacja foto.
Udało się!
Okazało się łatwe i pyszne!
I po co szukałam przepisów w sieci skoro miałam ideał pod ręką?
To moje drugie podejście...
Co najważniejsze w moim przypadku?
Forma, blacha, podkładka!
Jak zwał tak zwał!
Moja zakupiona w Lidlu jakiś rok temu za grosze.
Warto było, ponieważ pierwsza próba rozłała się na papierze do pieczenia za nic mając na uwadze pieczołowicie wyrysowane kółka!
Białka miałam na oko cztery duże...albo 6 malutkich. Takich jeszcze mniejszych od esek. Wsiowe kurki miniaturki.
Przepis wg. Nigelli!
Mojej Guru w dziedzinie szybko, smacznie i bez pitolenia.
Podstawowo przepis był na makaroniki czekoladowe...
Ciasteczka
250g cukru pudru (ja dodałam cukier puder brazowy z tapioką)
125g mielonych migdałów
25g kakao w proszku( pominęłam bez sentymentu ale piszę bo tak jest w oryginale)
białko 4 dużych jajek
25g drobnego cukru
Cukier puder, migdały i kakao przesiać i wymieszać razem.
Białka ubić.
Pod koniec ubijania dodać 25g cukru i ubić na sztywno.
Stopniowo wymieszaj z suchymi składnikami(ja sie raczej nie bawiłam, zrobiłam to w dwóch krokach)
Przełóż do rękawa cukierniczego i wyciskaj kółeczka na formę. Hmmm raczej takie nieduże kleksy bo masa ma tendencję do rozpływania się na boki. Więc na środku kółka ciach! Kleksik! I następne!
Po zapełnieniu kółek zostawiamy je w spokoju na jakieś minimum 15 minut, żeby z lekka obeschły....zadziwiające, człowiek jak leży to nie obsycha tylko pokrywa się tłuszczem...no nic i tak nie mam czasu na leżenie więc nie martwi mnie to zbytnio, ot taka sobie konkluzja blondynki hehe!
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik na 180 stopni, po czym z nabożną czcią wrzucamy do piekarnika na jakieś 12-15 minut. Piekarnik oczywiście bez teromobiegu co by się nie zrumieniły...bardziej wyschły na wierzchu.
Moje są w kolorze oczywistym, dlatego nie dodałam kakao ale za niedługo spróbuję tych kakaowych!
Krem
Robiłam całkowicie spontanicznie!
Śmietanka 36%, biała roztopiona czekolada! Ubiałam śmietankę i dodałam płynną czekoladę. Moja wizja taka o!
U Nigelli w przepisie jest tak:
90ml. śmietanki kremówki (podobno ok. 6 łyżek)
150g czekolady posiekanej
45g masła
Czekoladę rozpuścić ze śmietanką i masłem w kapieli wodnej. Gdy krem ostygnie sklejac nim po dwa ciasteczka.
Ot i cała sztuka!
Łatwizna!
Słowo!
Zatem działajcie kochani!
Pięknego weekendu!
aga
P.S Forma silikonowa mieści jakąś połowę porcji. Pamiętajcie! Kupicie od razu dwie albo róbcie z połowy masy.
Zanim zdejmiecie ciasteczka z formy, musża one całkowicie wyschnąć. Ja upiekłam i poszłam do pracy. Zdjęłam po powrocie. Próby wcześniejsze powodowały zniszczenie ciasteczek.
I jeszcze relacja foto.
czwartek, 3 grudnia 2015
Nr. 2 coś słodkiego.
Z malutkim poślizgiem coś słodkiego!
Upieczone wczoraj z córką własną!
W zasadzie całą robotę wykonała Hania ja tylko piekłam (oczywiście ostatnie spaliłam!)
Pięknego dnia!
aga
Upieczone wczoraj z córką własną!
W zasadzie całą robotę wykonała Hania ja tylko piekłam (oczywiście ostatnie spaliłam!)
Pięknego dnia!
aga
wtorek, 1 grudnia 2015
Nr.1 Małe przyjemności!
Moje wcale nie są takie małe!
Ba! Po takich porcjach wcale nie widać, że jestem na diecie hihi!
Ale uwierzcie jest baaardzo dietetycznie! Własny chlebek razowy, wędlina też często własnej produkcji a i warzywa w sezonie własne! Bez smarowideł (czasami trochę musztardy)!
Do rzeczy!
Uwielbiam jeść!
I moim szczęściem jest fakt, iż śniadanie mogę celebrować jako najważniejszy posiłek dnia.
Jestem sama, jem bez pośpiechu...moje małe przyjemności!
Ładuję akumulatory przed długim dniem...
Taak! To jest mój czas!
Kilka przykładów moich śniadań!
Zdjęcia wykonane telefonem bez poprawek.
Roladki z indyka ze szpinakiem.
Twarożek.
Pstrąg w dwóch odsłonach.
Z pasztecikiem pieczonym.
I dzisiejsze śniadanko!
Gotowany schab i pieczony indyk.
Moje małe przyjemności!
To oczywiście kilka zdjęć i niech Was nie zmylą. Nie zawsze jem mięso hihi!
Pisałam we wcześniejszym poście ale dla przypomnienia, zgłosiłam się do wyzwania fotograficznego na blogu Kameralnej
Pozdrawiam cieplutko!
aga
Ba! Po takich porcjach wcale nie widać, że jestem na diecie hihi!
Ale uwierzcie jest baaardzo dietetycznie! Własny chlebek razowy, wędlina też często własnej produkcji a i warzywa w sezonie własne! Bez smarowideł (czasami trochę musztardy)!
Do rzeczy!
Uwielbiam jeść!
I moim szczęściem jest fakt, iż śniadanie mogę celebrować jako najważniejszy posiłek dnia.
Jestem sama, jem bez pośpiechu...moje małe przyjemności!
Ładuję akumulatory przed długim dniem...
Taak! To jest mój czas!
Kilka przykładów moich śniadań!
Zdjęcia wykonane telefonem bez poprawek.
Roladki z indyka ze szpinakiem.
Twarożek.
Pstrąg w dwóch odsłonach.
Z pasztecikiem pieczonym.
I dzisiejsze śniadanko!
Gotowany schab i pieczony indyk.
Moje małe przyjemności!
To oczywiście kilka zdjęć i niech Was nie zmylą. Nie zawsze jem mięso hihi!
Pisałam we wcześniejszym poście ale dla przypomnienia, zgłosiłam się do wyzwania fotograficznego na blogu Kameralnej
Pozdrawiam cieplutko!
aga
środa, 1 lipca 2015
Mam smaka!
OszMatko! To był miesiąc! Intensywność wrażeń uwieczniona w zdjęciach mogłaby przytłoczyć niejednego! 1000! Tysiąc! Tak około, raczej więcej. Samych telefonicznych ok.200. Nie będę wklejać zdjęć z czerwca bo na własne życzenie doprowadziłam bloga na drogę którą nie chciałam iść. Nie chciałam tylko pokazywać swojego życia ale pisać o pasjach, inspiracjach, moich wytworach.
Więc na przekór samej sobie, bo przez ostatni miesiąc nic tylko dziergam, będzie jedzonko! Nie byle jakie bo własnoręcznie zrobione. O moich wytworach, podróży do Włoch i powrocie do pracy w kolejnych postach! No muszę narzucić sobie dysyplinę choćby 2-3 posty w miesiącu a nie tylko fotograficzne podsumowanie. Koniec.
Wiecie, że uwielbiam gotować!
No cóż, wystarczy spojrzeć na mnie! Ta waga nie wzięła się z powietrza!
Na dietę przechodzę tak ze 2 razy do roku...potem okazuje się, że w obliczu fantazji kulinarnej nie da się zrobić i nie zjeść! Nooo, nie spróbować raczej.
Moja Babunia powtarzała: A ja wiem kiedy ja umrę?! Odmawiać sobie będę!
Taaaaak! Babcia miała wiele talentów. I żyła długo!
Myślę, że jestem do niej bardzo podobna.
Na przykład (pomijając dzierganie na oko)uwielbiam mięso we wszelakiej odsłonie! Mięso, kocham i uwielbiam!
(przez pół roku byłam wegetarianką-prawdziwy wyczyn hehe!)
Często robię przetwory mięsne takie kanapkowe. Kiełbasę, konserwę, pasztecik, pieczenie i takie tam.
Dziś propozycja mięsna na kanapeczkę(chlebek też pieczony własnoręcznie, ciemny na zakwasie)
Marynowany schab wg. mojej teściowej i pasztecik zapiekany w słoju wg. mojej mamy.
Proste, banalne i jaaaakie pyszne!
Dla ciekawych.
Schab marynowany:
Schab ok.1,20kg zamarynowany paczką soli peklowej
duża ilośc posiekanego czosnku
pieprz najlepiej młotkowany, zmiażdżony w moździerzu
majeranek lub inne zioła ulubione
Wrzucamy przyprawione mięsko do pojemnika zamykanego i do lodówki. Codziennie obracamy na drugi boczek. Po tygodniu wyjąć, wytrzeć i zjeść! My z Panem M. wyjęliśmy już na 5 dzień.
Pasztecik zapiekany.
Mięsko gotowane lub pieczone zemleć 2 razy na drobnym sitku, przyprawić do smaku solą, gałką, pieprzem. Dolać wodę zimną. Im wiecej wody, tym luźniejsza konsytencja. Nie przesadźcie! Nałożyć masę do słoików, zakręcić i zapiec w piekarniku ok.1.30h w temperaturze 180-160stopni. Jakieś pierwsze pół godziny w 180. Po ostudzeniu trzymać w lodówce. Wtedy ma fajną konsystencję do smarowania.
Smacznego! Jak zrobicie podzielcie się wrażeniami!
No i zdjęcia wykonane telefonem, więc jakby w klimacie posumowań hihi!
Kochani, jeśli chcecie być na bieżąco co u mnie w rękodziele i nie tylko, zapraszam do Szamrokowego fb oraz Instagram, zakładki z prawej strony bloga.
Niech lipiec będzie piękny i słoneczny!
Lecę na działkę!
Paaa!
aga
Więc na przekór samej sobie, bo przez ostatni miesiąc nic tylko dziergam, będzie jedzonko! Nie byle jakie bo własnoręcznie zrobione. O moich wytworach, podróży do Włoch i powrocie do pracy w kolejnych postach! No muszę narzucić sobie dysyplinę choćby 2-3 posty w miesiącu a nie tylko fotograficzne podsumowanie. Koniec.
Wiecie, że uwielbiam gotować!
No cóż, wystarczy spojrzeć na mnie! Ta waga nie wzięła się z powietrza!
Na dietę przechodzę tak ze 2 razy do roku...potem okazuje się, że w obliczu fantazji kulinarnej nie da się zrobić i nie zjeść! Nooo, nie spróbować raczej.
Moja Babunia powtarzała: A ja wiem kiedy ja umrę?! Odmawiać sobie będę!
Taaaaak! Babcia miała wiele talentów. I żyła długo!
Myślę, że jestem do niej bardzo podobna.
Na przykład (pomijając dzierganie na oko)uwielbiam mięso we wszelakiej odsłonie! Mięso, kocham i uwielbiam!
(przez pół roku byłam wegetarianką-prawdziwy wyczyn hehe!)
Często robię przetwory mięsne takie kanapkowe. Kiełbasę, konserwę, pasztecik, pieczenie i takie tam.
Dziś propozycja mięsna na kanapeczkę(chlebek też pieczony własnoręcznie, ciemny na zakwasie)
Marynowany schab wg. mojej teściowej i pasztecik zapiekany w słoju wg. mojej mamy.
Proste, banalne i jaaaakie pyszne!
Dla ciekawych.
Schab marynowany:
Schab ok.1,20kg zamarynowany paczką soli peklowej
duża ilośc posiekanego czosnku
pieprz najlepiej młotkowany, zmiażdżony w moździerzu
majeranek lub inne zioła ulubione
Wrzucamy przyprawione mięsko do pojemnika zamykanego i do lodówki. Codziennie obracamy na drugi boczek. Po tygodniu wyjąć, wytrzeć i zjeść! My z Panem M. wyjęliśmy już na 5 dzień.
Pasztecik zapiekany.
Mięsko gotowane lub pieczone zemleć 2 razy na drobnym sitku, przyprawić do smaku solą, gałką, pieprzem. Dolać wodę zimną. Im wiecej wody, tym luźniejsza konsytencja. Nie przesadźcie! Nałożyć masę do słoików, zakręcić i zapiec w piekarniku ok.1.30h w temperaturze 180-160stopni. Jakieś pierwsze pół godziny w 180. Po ostudzeniu trzymać w lodówce. Wtedy ma fajną konsystencję do smarowania.
Smacznego! Jak zrobicie podzielcie się wrażeniami!
No i zdjęcia wykonane telefonem, więc jakby w klimacie posumowań hihi!
Kochani, jeśli chcecie być na bieżąco co u mnie w rękodziele i nie tylko, zapraszam do Szamrokowego fb oraz Instagram, zakładki z prawej strony bloga.
Niech lipiec będzie piękny i słoneczny!
Lecę na działkę!
Paaa!
aga
poniedziałek, 1 września 2014
Hmm...
Kontynuując ostatni mój wpis!
Ciągle jestem w dyniowym ciągu!
Weekend cudownie pachnący ogniskiem, deszczem, z pajęczyną we włosach...
Testuję kolejne przepisy ze strony Kwestia Smaku,
gdzieś w przerwach między zbieraniem plonów...
Sobota przepiękna, ciepła na działce z bliskimi! Cudownie rozpoczęta ciepłymi bagietkami z przepisu o tego właśnie!
Ponieważ jesień nieuchronnie pcha się do drzwi, więc zbieramy co się da z działki do domku!
Udało nam sie wyhodowac cudne marcheweczki!
Troszkę uporządkowałam swoje grządki do wysiewu poplonu! Nataszczyłam się koszy na kompostownik...ale nie sama! Miałam pomocnika!
Potem ognisko z kiełbaską, chwila relaksu! A w domku czekał juz schłodzony pyszny serniczek, oczywiście dyniowy! Z przepisu o TU!
Mój zrobiłam bez sosu toffee, bez glazury i na wierzch dałam troszkę bitej śmietany! Polecam! Delikatny, aksamitny, pycha!
Wczoraj, choć aura niesprzyjająca była, wybrałam się z Hanią do lasu! Deszcz oczywiście nas szybko przegonił ale i tak przywiozłyśmy kilka grzybków! 3/4 robaczywych hehe! Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia bo głód zagłuszył myślenie!
W ogóle ze zdjęciami jest kiepsko bo wszystkie robię telefonem i to takim po przejściach a raczej rzutach... w dal! Oczywiście jak udaje mi się zgrać, to już nawet głowy nie zawracam sobie obróbką tylko wrzucam jak leci. Zresztą, nie oszukujmy się obrabiać trzeba umieć a ja raczej z tych tępszych jestem!
Zresztą, chwilowo znów w nadczynność weszłam, więc co zrobię a nie zapiszę jest jakby po za mną! Ot tak, wezmę sobie i zapomnę! Bez złośliwości, bez złych zamiarów, taki chwilowy urok mój!
Grzybki oczywiście wykorzystałam na obiad!
...A ma obiad była makaron z indykiem w sosie śmietanowo....dyniowym z dodatkiem świeżych grzybów duszonych z czosnkiem i pietruszką!
Ufff!
Dotrwaliscie???
To na koniec zielone pozdrowienia prosto z lasu!
aga
Ciągle jestem w dyniowym ciągu!
Weekend cudownie pachnący ogniskiem, deszczem, z pajęczyną we włosach...
Testuję kolejne przepisy ze strony Kwestia Smaku,
gdzieś w przerwach między zbieraniem plonów...
Sobota przepiękna, ciepła na działce z bliskimi! Cudownie rozpoczęta ciepłymi bagietkami z przepisu o tego właśnie!
Ponieważ jesień nieuchronnie pcha się do drzwi, więc zbieramy co się da z działki do domku!
Udało nam sie wyhodowac cudne marcheweczki!
Troszkę uporządkowałam swoje grządki do wysiewu poplonu! Nataszczyłam się koszy na kompostownik...ale nie sama! Miałam pomocnika!
Potem ognisko z kiełbaską, chwila relaksu! A w domku czekał juz schłodzony pyszny serniczek, oczywiście dyniowy! Z przepisu o TU!
Mój zrobiłam bez sosu toffee, bez glazury i na wierzch dałam troszkę bitej śmietany! Polecam! Delikatny, aksamitny, pycha!
Wczoraj, choć aura niesprzyjająca była, wybrałam się z Hanią do lasu! Deszcz oczywiście nas szybko przegonił ale i tak przywiozłyśmy kilka grzybków! 3/4 robaczywych hehe! Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia bo głód zagłuszył myślenie!
W ogóle ze zdjęciami jest kiepsko bo wszystkie robię telefonem i to takim po przejściach a raczej rzutach... w dal! Oczywiście jak udaje mi się zgrać, to już nawet głowy nie zawracam sobie obróbką tylko wrzucam jak leci. Zresztą, nie oszukujmy się obrabiać trzeba umieć a ja raczej z tych tępszych jestem!
Zresztą, chwilowo znów w nadczynność weszłam, więc co zrobię a nie zapiszę jest jakby po za mną! Ot tak, wezmę sobie i zapomnę! Bez złośliwości, bez złych zamiarów, taki chwilowy urok mój!
Grzybki oczywiście wykorzystałam na obiad!
...A ma obiad była makaron z indykiem w sosie śmietanowo....dyniowym z dodatkiem świeżych grzybów duszonych z czosnkiem i pietruszką!
Ufff!
Dotrwaliscie???
To na koniec zielone pozdrowienia prosto z lasu!
aga
środa, 27 sierpnia 2014
Dyniowe...love!
Ale, że co?
Że jak?
Że niby mnie nie było?
Eee tam!
Teraz jestem!
Choć wspomnień, zdjęć i zmian w życiu wiele, to na przekór wszystkiemu i wszystkim, postanowiłam przeskoczyć zaległości!
Dziś dyniowo!
Wyhodowałam sobie przecudną ślicznotkę!
Przytargałam do domku...
I smakuję!!!
Na przykład tak!
pieczona z ziemniaczkami do pieczonego mięska...
jako zupka aromatyzowana estragonem...albo dwie...
imbirowo-pomarańczowa i na ostro chili z pastą tamaryndową...
babeczki pomarańczowo-dyniowe...
w formie dodatku do zapiekanki ryżowej...
Dla zainteresowanych!!!
Postanowiłam zagłębić się co nie co w przepisy Asi z bloga Kwestia Smaku.
I powiem Wam, że jestem zachwycona!!!
Moje babeczki pomarańczowe (które smakowały wczoraj po Zumbie hehe!)są dokładnie z tego przepisu na Muffiny dyniowe. Jedyna różnica to mleko! Zamiast zwykłego dałam kokosowe! Z przyczyn prozaicznych! Było otwarte do zupy!
Muffiny, czy tak jak u mnie babeczki są obłędne! Mokre, pulchne i delikatne! Doskonale pasuje do nich krem z mascarpone i śmietany! ( My zżarliśmy bez kremu!)Jest banalnie proste i niewymagające ani precyzji mieszania, ani wyszukanych składników! Za to smak!!!! Kto wczoraj miał okazję próbować to wie!
Kolejnym przepisem jaki będę testować na dniach jest Sernik
i Ravioli!
Dam znać na blogu co mi wyszło!
Jeżeli chodzi zaś o zupę...jej smak stanowią dodatki. Sama baza to przecierka dla niemowlaka! Najważniejsze! Zawsze dynię piekę w piekarniku( w zależności od dyni od 30 do 50 minut). Miksuję w blenderze lub malakserze(przetarta przez sito pozostaje grudkowata)Na ogół przygotowuję na bulionie(rosole)z kurczaka ale zdarza się(jak wczoraj dla Paulinki)robię na kostce bulionowej. Dodaję marchew, pietruszkę, czasem ziemniak lub batat. Wszystko co zielone(natki, zioła, por)usuwam przed zmiksowaniem. Doprawiam jak lubię, lekko ostro, rozgrzewająco. Moimi ulubionymi dodatkami są pestki słonecznika(uprażone), grzanki ziołowo-czosnkowe,kiełki, pokruszone chipsy boczkowe...No i oczywiście, mleko kokosowe!
Mniam!
To tyle na dziś!
Idę sprawdzić czy mnie nie ma w kuchni!?
Powodzenia dyniowego!
Ze słonecznym pozdrowieniem!
aga
Że jak?
Że niby mnie nie było?
Eee tam!
Teraz jestem!
Choć wspomnień, zdjęć i zmian w życiu wiele, to na przekór wszystkiemu i wszystkim, postanowiłam przeskoczyć zaległości!
Dziś dyniowo!
Wyhodowałam sobie przecudną ślicznotkę!
Przytargałam do domku...
I smakuję!!!
Na przykład tak!
pieczona z ziemniaczkami do pieczonego mięska...
jako zupka aromatyzowana estragonem...albo dwie...
imbirowo-pomarańczowa i na ostro chili z pastą tamaryndową...
babeczki pomarańczowo-dyniowe...
w formie dodatku do zapiekanki ryżowej...
Dla zainteresowanych!!!
Postanowiłam zagłębić się co nie co w przepisy Asi z bloga Kwestia Smaku.
I powiem Wam, że jestem zachwycona!!!
Moje babeczki pomarańczowe (które smakowały wczoraj po Zumbie hehe!)są dokładnie z tego przepisu na Muffiny dyniowe. Jedyna różnica to mleko! Zamiast zwykłego dałam kokosowe! Z przyczyn prozaicznych! Było otwarte do zupy!
Muffiny, czy tak jak u mnie babeczki są obłędne! Mokre, pulchne i delikatne! Doskonale pasuje do nich krem z mascarpone i śmietany! ( My zżarliśmy bez kremu!)Jest banalnie proste i niewymagające ani precyzji mieszania, ani wyszukanych składników! Za to smak!!!! Kto wczoraj miał okazję próbować to wie!
Kolejnym przepisem jaki będę testować na dniach jest Sernik
i Ravioli!
Dam znać na blogu co mi wyszło!
Jeżeli chodzi zaś o zupę...jej smak stanowią dodatki. Sama baza to przecierka dla niemowlaka! Najważniejsze! Zawsze dynię piekę w piekarniku( w zależności od dyni od 30 do 50 minut). Miksuję w blenderze lub malakserze(przetarta przez sito pozostaje grudkowata)Na ogół przygotowuję na bulionie(rosole)z kurczaka ale zdarza się(jak wczoraj dla Paulinki)robię na kostce bulionowej. Dodaję marchew, pietruszkę, czasem ziemniak lub batat. Wszystko co zielone(natki, zioła, por)usuwam przed zmiksowaniem. Doprawiam jak lubię, lekko ostro, rozgrzewająco. Moimi ulubionymi dodatkami są pestki słonecznika(uprażone), grzanki ziołowo-czosnkowe,kiełki, pokruszone chipsy boczkowe...No i oczywiście, mleko kokosowe!
Mniam!
To tyle na dziś!
Idę sprawdzić czy mnie nie ma w kuchni!?
Powodzenia dyniowego!
Ze słonecznym pozdrowieniem!
aga
niedziela, 15 września 2013
Niedzielne ale podzielne...
Taka odmiana niedzielna!
Osz matko!
3 post w tym tygodniu!?
Szaleństwo jakieś!
Wlazło mnie coś paskudnego w szyjkę i głową ruszać zbytnio nie mogę. Ot przewiało mnie czy cóś?! Jak na zimę opatulona szaliczkiem siedzę i tv oglądam...a na Wałach Chrobrego kiermasz ogroniczy. Jak spojrzę wstecz, to co roku jakoś nie dane mi cieszyć się tym faktem! Jak nie urok to trzęsienie ziemi...
A jak człowiek tak sobie w domku siedzi, to kuchnia blisko tak...i pogoda nie rozpieszcza... dlatego milusio wtrząchnąć miseczkę czegoś dobrego! I tu zdecydownanie sezon na dynie czas rozpocząc!
Proszę bardzo krem z dyni z batatem w roli głównej!
Z estragonem, tymiankiem...kleksik śmietanki, grzanki ziołowe...mniam!
Potem zapchać można głodomorę chińszczyzną(niestety bez zdjęcia),czyli kurczak z warzywami na ryż zarzucony i na koniec ale jakże ważny, deserek w postaci kruchej tarty z truskawkami i rabarbarem!
Ha! Zatkało?
Znalazłam świeżutkie truskawki! No żal było nie kupić! Tym bardziej, ze rabarbaru ciut jeszcze na działce zostało! Pyyyychotka!
Za oknem byle jak i zdjęcia od razu ciemne! Widzę ale nie poradzę! Sprzętu nie posiadam odpowiedniego. Dlatego przepraszam za jakość!
Zresztą co tam jakość, jak pychota taka, że już zaczeło znikać podczas robienia zdjęć...
Zostało kilka truskawek,banan w kropki i brzoskwinie...Zatem czas na koktajl owocowy! Idę bo synuniek się doprasza!
Można się dzielić? Można! Choć z nazwy niedzielne te frykasy!
Cudowności życzę!
aga
Osz matko!
3 post w tym tygodniu!?
Szaleństwo jakieś!
Wlazło mnie coś paskudnego w szyjkę i głową ruszać zbytnio nie mogę. Ot przewiało mnie czy cóś?! Jak na zimę opatulona szaliczkiem siedzę i tv oglądam...a na Wałach Chrobrego kiermasz ogroniczy. Jak spojrzę wstecz, to co roku jakoś nie dane mi cieszyć się tym faktem! Jak nie urok to trzęsienie ziemi...
A jak człowiek tak sobie w domku siedzi, to kuchnia blisko tak...i pogoda nie rozpieszcza... dlatego milusio wtrząchnąć miseczkę czegoś dobrego! I tu zdecydownanie sezon na dynie czas rozpocząc!
Proszę bardzo krem z dyni z batatem w roli głównej!
Z estragonem, tymiankiem...kleksik śmietanki, grzanki ziołowe...mniam!
Potem zapchać można głodomorę chińszczyzną(niestety bez zdjęcia),czyli kurczak z warzywami na ryż zarzucony i na koniec ale jakże ważny, deserek w postaci kruchej tarty z truskawkami i rabarbarem!
Ha! Zatkało?
Znalazłam świeżutkie truskawki! No żal było nie kupić! Tym bardziej, ze rabarbaru ciut jeszcze na działce zostało! Pyyyychotka!
Za oknem byle jak i zdjęcia od razu ciemne! Widzę ale nie poradzę! Sprzętu nie posiadam odpowiedniego. Dlatego przepraszam za jakość!
Zresztą co tam jakość, jak pychota taka, że już zaczeło znikać podczas robienia zdjęć...
Zostało kilka truskawek,banan w kropki i brzoskwinie...Zatem czas na koktajl owocowy! Idę bo synuniek się doprasza!
Można się dzielić? Można! Choć z nazwy niedzielne te frykasy!
Cudowności życzę!
aga
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Zachłanny mój apetyt na życie...
Zachłanny mam apetyt na życie...więcej mnie i więcej wciąż...
Nie mam weny do blogowania, omijam i zaniedbuję...nie poradzę...
Tyle się dzieje, że nie wiem sama od czego zacząć, więc nie piszę nic. Obiecuję sobie, że jutro...Muszę znów narzucić sobie dyscyplinę! Będę pisać, obiecuję!
Tytuł dzisiejszy wcale nie przypadkowy!
Kiedy tydzień temu zaczęłam jęczeć, że jestem już tak gruba, że nie mam co na siebie włożyć, przyjechała moja cudna fryzjerka i niczym wróżka rzuciła mi łóżko spódnicę...Masz, żebyś nie mówiła, że nie masz w czym chodzić....???No przecież glośno tego nie mówiłam??? Noooo, nie na tyle głośno, żeby mnie na drugim końcu Szczecina było słychać?!
Idealna!
Zielona!
Długa!
No hurra!
I w ten oto sposób moja ostatnia motywacja chudnięcia poszła chwilowo w kąt!
Bo jeśli schudnę, to spódnica będzie za duża, więc logiczne, że nie zrobię sobie tego!!!
Daj się sobą nacieszyć, nacieszyć!(Bajm? Czemu właśnie teraz mi przyszedł na myśl?)
Oooo!
Lepiej!
Kukulska...im więcej ciebie, tym mnieeeeej...tego się zatem trzymam!
Proszszsz!

Bluzkę dostałam od Madzi rok temu, właśnie schudłam, więc lekko dotknięta zawyżonym rozmiarem, schowałam ją głęboko w szafie...Jakieś 3 tygodnie temu, wyciągnęłam, przeprosiłam i noszę z godnością. Nie pociśnie mnie, nie, jest jeszcze rozmiar w zapasie, zanim skończę leczenie może być akurat!
Litości!!! Tarczyco ty! A kysz, a kysz!
Zmiana tematu!
Fotosik mój cudny, wczorajszy...
Moje cudne Dece zabrali mnie w polener na ładowanie baterii!
Dzięki Dareczku, Gosiu i tobie Natalko(za to, że ciotkę tak dzielnie znosiłaś na tylnym siedzeniu!!!)
Pogoda nam pięknie dopisała, dlatego koniecznie kilka fotek z Przelewickiego Parku Dendrologicznego!


Drzewo chusteczkowe, symbol Parku w Przelewicach! Niestety już chusteczki w większości leżały...


Ogród Japoński


Odwiedziliśmy także nową oranżerię gdzie najpiękniej prezentowały się bugenwilie

Moja całkiem prywatna wróżka parkowa

I fotka, która dała mi do myślenia:

Jakiś czas temu, pewna znajoma widząc mnie z Gosią zapytała czy to moja siostra?
No jak patrzę na nas to myślę, że coś w tym jest! Obie my malutkie, drobniutkie i nawet włosy miałyśmy obie rude, no siostry jak nic! W listopadzie stuknie nam 20tka! Równo połowa naszego życia!
Po pół roku eksperymentów na głowie, wróciłam do blondów!
Po spacerze, kawa, delicje i karmienie przelewieckich pawi...


Na wyjazd upiekłam wytrawne babeczki z kurczakiem

Dobre były!
Dziękuję Kochani za cudny dzień!

Pięknego tygodnia Wszystkim życzę!
aga
Nie mam weny do blogowania, omijam i zaniedbuję...nie poradzę...
Tyle się dzieje, że nie wiem sama od czego zacząć, więc nie piszę nic. Obiecuję sobie, że jutro...Muszę znów narzucić sobie dyscyplinę! Będę pisać, obiecuję!
Tytuł dzisiejszy wcale nie przypadkowy!
Kiedy tydzień temu zaczęłam jęczeć, że jestem już tak gruba, że nie mam co na siebie włożyć, przyjechała moja cudna fryzjerka i niczym wróżka rzuciła mi łóżko spódnicę...Masz, żebyś nie mówiła, że nie masz w czym chodzić....???No przecież glośno tego nie mówiłam??? Noooo, nie na tyle głośno, żeby mnie na drugim końcu Szczecina było słychać?!
Idealna!
Zielona!
Długa!
No hurra!
I w ten oto sposób moja ostatnia motywacja chudnięcia poszła chwilowo w kąt!
Bo jeśli schudnę, to spódnica będzie za duża, więc logiczne, że nie zrobię sobie tego!!!
Daj się sobą nacieszyć, nacieszyć!(Bajm? Czemu właśnie teraz mi przyszedł na myśl?)
Oooo!
Lepiej!
Kukulska...im więcej ciebie, tym mnieeeeej...tego się zatem trzymam!
Proszszsz!
Bluzkę dostałam od Madzi rok temu, właśnie schudłam, więc lekko dotknięta zawyżonym rozmiarem, schowałam ją głęboko w szafie...Jakieś 3 tygodnie temu, wyciągnęłam, przeprosiłam i noszę z godnością. Nie pociśnie mnie, nie, jest jeszcze rozmiar w zapasie, zanim skończę leczenie może być akurat!
Litości!!! Tarczyco ty! A kysz, a kysz!
Zmiana tematu!
Fotosik mój cudny, wczorajszy...
Moje cudne Dece zabrali mnie w polener na ładowanie baterii!
Dzięki Dareczku, Gosiu i tobie Natalko(za to, że ciotkę tak dzielnie znosiłaś na tylnym siedzeniu!!!)
Pogoda nam pięknie dopisała, dlatego koniecznie kilka fotek z Przelewickiego Parku Dendrologicznego!
Drzewo chusteczkowe, symbol Parku w Przelewicach! Niestety już chusteczki w większości leżały...
Ogród Japoński
Odwiedziliśmy także nową oranżerię gdzie najpiękniej prezentowały się bugenwilie
Moja całkiem prywatna wróżka parkowa
I fotka, która dała mi do myślenia:
Jakiś czas temu, pewna znajoma widząc mnie z Gosią zapytała czy to moja siostra?
No jak patrzę na nas to myślę, że coś w tym jest! Obie my malutkie, drobniutkie i nawet włosy miałyśmy obie rude, no siostry jak nic! W listopadzie stuknie nam 20tka! Równo połowa naszego życia!
Po pół roku eksperymentów na głowie, wróciłam do blondów!
Po spacerze, kawa, delicje i karmienie przelewieckich pawi...
Na wyjazd upiekłam wytrawne babeczki z kurczakiem
Dobre były!
Dziękuję Kochani za cudny dzień!
Pięknego tygodnia Wszystkim życzę!
aga
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































